Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Święta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 maja 2014

Wiosna, zające, jaja i mazurki


Oj coś ostatnio nie mogę się zmobilizować, by utrwalać kolejne mijające dni na blogu. Czas biegnie, jak oszalały, jedno wydarzenie goni drugie, a ja staram się za wszystkim nadążyć. Ale wreszcie znalazłam chwilkę na wrzucenie paru wiosennych wspomnień. Patrząc teraz za okno, aż trudno uwierzyć, że kilka dni temu świeciło słońce, kwitły tulipany i magnolia, a my na rowerach jeździliśmy po lesie. Dziś deszczowo, pochmurno, wietrznie...

Przed chwilą pochowałam wielkanocne dekoracje do kartonu, który upchnęłam głęboko w garażu. Uwielbiam rozstawiać po domu te wszystkie świąteczne dekoracje, ale również bardzo lubię, kiedy chowam je i po pokojach nie skaczą zające, a z każdego narożnika nie zwisają jajka :-) W tym roku i tak udało nam się nie przesadzić i raczej tylko mieliśmy kilka świątecznych akcentów. Jak choćby prosty wieniec z zielonymi, aksamitnymi jajkami i różowymi motylkami wyciętymi z filcu.

Nie mogło oczywiście zabraknąć baziek, na których zawiesiliśmy jajka.


Na lampę wskoczył zając i przeglądał się w szklanym jajku...


Struś zostawił u nas trochę swych białych piór, które miękko otulały włóczkowe jajka (sposób na zrobienie włóczkowych jajek znajdziecie tutaj).


A na stole, jak co roku, babki, mazurki, rzeżucha, jajka... Pomimo, że obiecaliśmy sobie, że w tym roku się nie objemy, nie udało nam się :-(


Cóż nie pozostało nam nic innego, jak zabrać się za bieganie, by zrzucić tych parę kilo, które przez święta przybyły i za Chiny nie chcą nas zostawić. Jak tylko za oknem znów zobaczę słońce ruszam do lasu!!!




piątek, 29 marca 2013

Wielkanocne dekoracje

Wielkanoc tuż, tuż. Czas przystroić dom jajami, zającami, baziami... U nas, jak co roku, dominują kolory pastelowe, kojarzące się z wiosną. Są zatem różne odcienie zieleni, różu, fioletu, bieli, odrobina żółtego. Brakuje w tym roku gałązek wypuszczających świeże listki, ale cóż wierzba jest tak zasypana śniegiem, że do niej nie dotrę. Dobrze, że chociaż bazie udało nam się kupić :-)

 W zeszłym roku bawiliśmy się w zdobienie jaj metodą decoupage (tutaj można o nich poczytać). Teraz postanowiliśmy spróbować swoich sił w jajach włóczkowych. Początki były bardzo trudne, ale w końcu, dzięki wskazówkom uzdolnionej przyjaciółki, udało się. Przede wszystkim w styropianowe jajo wbijamy patyczek (może być taki od szaszłyków) i smarujemy je klejem. Próbowaliśmy różnych rodzai i najlepiej sprawdził się wikol. Wokół patyczka oplatamy włóczkę, po czym kręcą patyczkiem obtaczamy całe jajo. Najtrudniejsza jest końcówka, bowiem włóczka się ześlizguje. Wczoraj przeczytałam w jednej ze starych gazet, że należy w połowie jaja zakończyć obklejanie go i proces rozpocząć od drugiej strony. Jeśli starczy mi cierpliwości to może kolejne włóczkowe jaja tak zrobię.


 


czwartek, 20 grudnia 2012

Coraz bliżej święta


Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta… Już dom błyszczy od brokatu, pachnie pierniczkami… Pies, nasz dzielny stróż pilnuje stołu, z którego co jakiś czas spada lukrowa posypka. Lampki choinkowe świecą przed domem. Z głośników na okrągło płyną kolędy, które Kubuś z ogromnym zapałem wyśpiewuje pod niebiosa. Ania tworzy bożonarodzeniowe dzieła sztuki. Coraz bliżej święta…

Tradycją naszego domu stało się wspólne pieczenie pierniczków. Kiedy zbliża się taki pierniczkowy dzień, wiem, że święta są tuż, tuż. Przyjeżdżają do nas najbliżsi (albo my jedziemy do mojego brata), w kuchni robi się tłoczno i przyjemnie. A od czasu gdy są z nami dzieci wygłupom nie ma końca. Ania i Kuba to doświadczeni piernikoznawcy. Ich trzyletni kuzyn Oli też już staje się piernikowym specem, ale dla siedmiomiesięcznego Iwa (mojego bratanka) to było pierwsze spotkanie z piernikami. Dzielnie przyglądał się pracy kuzynostwa, intensywnie próbując włożyć do ust foremkę do wycinania pierników.

Po upieczeniu pierników zaczyna się najfajniejsza zabawa. Wszyscy zasiadamy przy kuchennym stole, na którym stają miseczki z lukrem, kolorowymi posypkami, cukrowymi gwiazdkami, srebrnymi kuleczkami… I zaczynamy ozdabianie. Przyglądam się wówczas z nieukrywanym zachwytem, jak pracuje dziecięca wyobraźnia. Jak każdy pierniczek jest swoistym dziełem sztuki. Nie ma dwóch takich samych. Jest mi wówczas tak ciepło na sercu, że nie przeszkadzają mi maczane paluszki w lukrze, co chwilę oblizywane, nie przeszkadza mi odgłos posypki spadającej na podłogę i szybki start pasa, by zdążyć przed odkurzaczem. Wiem, że to magiczna chwila…

Po pieczeniu pierniczków jesteśmy już w świątecznym nastroju. Właściwie każdego wieczoru wyczarowujemy jakieś ozdoby i dekoracje. Kuba lubuje się w rekordach, więc dla niego najważniejszy jest najdłuższy na świecie łańcuch choinkowy. Aneczka bardziej skupia się na precyzyjnym wykonaniu. Mam wrażenie, że gdzie nie spojrzę, widzę jak mieni mi się w oczach. To pyłek brokatowy, który wykańcza większość dzieł. Wczoraj do zapachu pierników i choinki dołączyła woń pomarańczy i goździków. To Kubuś dzielnie tworzył pachnące „bombki”. 

Za chwilkę znikniemy na kilka dni w kuchni, by polepić pierogi z kapustą i grzybami, uszka, zmielić mak na kutię i makowiec... Coraz bliżej święta…