poniedziałek, 28 lipca 2014
poniedziałek, 21 lipca 2014
Obozowe odwiedziny
Jak co roku, w połowie lipca przypadł nam weekend odwiedzin dzieci na obozie. Tym razem nasze, coraz większe, Maleństwa zawędrowały pod Szczecinek, by tam wśród lasów zaszyć się na długie trzy tygodnie. Synek właściwie codziennie do nas dzwoni i informuje o trudach życia obozowego i ogromnej tęsknocie za nami. Córeczka przez pierwszy tydzień nie mogła znaleźć telefonu, by tuż przed naszym przyjazdem doznać olśnienia i odnaleźć zgubę w plecaku. Od razu zresztą do nas zadzwoniła i szybko podyktowała listę rzeczy, które są jej niezbędne, by przetrwać kolejne dni.
Obozowe życie toczy się swoim rytmem. Namioty rozbite między drzewami, tuż nad brzegiem jeziora. Kąpiele w zimnej wodzie, menażki, śpiwory i przyjaźnie na całe życie... Z łezką w oku zostawialiśmy ich w dziczy, ciesząc się, że to kolejne wakacje, o których pewnie nigdy nie zapomną.
piątek, 11 lipca 2014
środa, 2 lipca 2014
Risotto z młodym groszkiem
Nie wiem, czy więcej przyjemności daje mi jedzenie młodego, zielonego groszku, czy powolne łuskanie go. Siadam wtedy (najlepiej, jak jest pogoda, to na tarasie w słońcu) i ziarenko do ziarenka wybieram z łupinek. Nigdzie się nie spieszę, słucham jak pierwsze kuleczki stukają w dno garnka...
Składniki potrzebne do przygotowania risotta z młodym groszkiem:
- szklanka ryżu Arborio,
- młoda cebula pokrojona w kosteczkę,
- 20 dkg polędwicy sopockiej pokrojonej w kosteczkę,
- 0,5 l bulionu z kurczaka,
- 0,5 szkl. białego wina
- 1 kg młodego groszku (wraz z łupinami)
- ser pecorino
- sól, pieprz, cukier
- olej z pestek winogron
- łyżka klarowanego masła
Groszek łuskamy i gotujemy z dodatkiem soli i cukru w niewielkiej ilości wody. Gdy już będzie miękki odstawiamy na bok.
W garnku o grubym dnie, na oleju szklimy cebulkę, dodajemy polędwicę i suchy ryż (ryżu do risotta nie płuczemy!) i smażymy, tak długo, aż ziarenka ryżu staną się szkliste (ok 2-3 min.) podlewamy winem i zagotowujemy. Mieszając dolewamy po trochu bulion, a kiedy ryż wszystko wpije dodajemy następną porcję. Pod koniec dosypujemy do garnka z ryżem groszek, sól, pieprz i dodajemy łyżkę masła.
Risotto podajemy w miseczkach, na wierzch ścierając ser pecorino.
Smacznego!
poniedziałek, 2 czerwca 2014
czwartek, 29 maja 2014
Tarta szparagowa
Na temat szparagów i mojej miłości do tego warzywa rozpisywałam się już nieraz. Tym razem podane jako danie główne w postaci tarty szparagowej. Smakuje świetnie, pięknie wygląda, a nie wymaga zbyt wiele pracy. Udało mi się je przygotować, pomimo trwającego remontu, więc zachęcam do wypróbowania.
Składniki:
- mrożone ciasto francuskie,
- półtora kilograma szparagów,
- 500 ml śmietany 12%
- 4 jajka
- 10 dkg tartej mozzarelli
- 10 dkg sera pecorino
- sól, pieprz, cukier
Ciasto francuskie lekko rozmrażamy i wykładamy nim ceramiczne naczynie do tart, wcześniej nasmarowane masłem. Na ciasto nakładamy folię aluminiową i zasypujemy fasolą (by nie urosło).
Przez kilka minut podpiekamy.
W międzyczasie obieramy szparagi. Tym razem użyłam 1 kg białych szparagów, które musiałam obrać i 0,5 kg zielonych, których się nie obiera. Szparagi obgotowujemy w osolonej i lekko osłodzonej wodzie (białe 7 min., zielone 2 min.).
Z podpieczonego spodu zdejmujemy folię z fasolą i układamy szparagi. Mieszamy śmietanę z rozbitymi jajkami i tartym serem, doprawiamy solą, pieprzem. Zalewamy tartę i wstawiamy do piekarnika na ok 30 min., temp. 210 st. C (termoobieg). Wyciągamy, gdy jest ładnie zrumieniona.
Smacznego!
czwartek, 22 maja 2014
Domowe pobojowisko
Dwa tygodnie temu zaczął się u nas długo oczekiwany remont. Właściwie od dnia, w którym kupiliśmy nasz dom jedyną jego wadą, ale jakże istotną, była ciemność. Ciągle miałam wrażenie, że brakuje w nim światła. I w końcu kochany Mężuś dał się namówić na wybicie 3 metrowego okna w salonie.
Początkowa faza remontu okazała się dla nas trudnym doświadczeniem,
pomimo, że strefę kłucia w miarę zabezpieczyliśmy. W miarę... kurz i pył
był wszędzie. Ale warto było przecierpieć, bo dziś cieszymy się
naprawdę jasnością. Pewnie wpływ na to ma również fakt, że
zrezygnowaliśmy z jakichkolwiek kolorów na ścianach i wszystko
pomalowaliśmy na biało. Wymieniliśmy również podłogę z jasnego klonu na
bielony dąb. Ostatnim punktem remontu jest własnoręczne malowanie mebli:
z czarno-brązowych, na gołębie (jasnoszary ;-).
Poniżej kilka fotek, jak było i jak zaczyna być...
Subskrybuj:
Posty (Atom)